to nie wszystko. Ale bez pieniędzy, lub z mocno ograniczonym budżetem podróżowanie po Papui jest trudne i czasochłonne.

Podróżowanie po Papui jest bardzo drogie. Zaskakująco drogie, jak na miejsce, w którym prawie na każdym kroku człowiek styka się z niewyobrażalną wręcz nędzą. Jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy, jest niemal kompletny brak infrastruktury. Jakiejkolwiek. Nowa Gwinea jest najbardziej górzystą wyspą świata, blisko 3/4 jej powierzchni porośnięte jest gęstym lasem deszczowym. Wzdłuż południowego wybrzeża ciągnie się kilkudziesięciokilometrowej szerokości pas bagien namorzynowych, zalewanych regularnie wodami Morza Arafura. W samej Papui jest zaledwie kilkaset kilometrów dróg asfaltowych, a pasy startowe dłuższe niż 150 mIDRetrów można policzyć na palcach jednej ręki.  W odizolowane rejony prowincji całe zaopatrzenie trafia drogą lotniczą, co automatycznie podbija cenę towarów kilka, czasami kilkanaście nawet razy. Drogie jest też samo przemieszczanie się, środki transportu są bardzo ograniczone, a miejsca w nich zarezerwowane nawet na kilka tygodni naprzód. Dysponując z reguły ograniczonym czasem jesteśmy skazani na korzystanie z samolotów oraz łodzi, i, co gorsza płacenie według dużo wyższych stawek niż miejscowi. Przewoźnicy znakomicie wiedzą, że alternatywą dla oferowanych przez nich usług jest w najlepszym wypadku kilkudniowy trekking przez niezwykle nieprzyjazny teren. Potrafią wykorzystać ten fakt do bólu. Faktyczny monopol linii misjonarskich na loty wewnątrz prowincji i kontrolowany przez bugiską mafię handel paliwem, bynajmniej nie rokują, żeby sytuacja miała się w historycznie bliskim czasie zmienić. Dlatego też, wybierając się do indonezyjskiej Papui, trzeba zabrać sporo pieniędzy. Niestety w rupiach. W praktyce oznacza to wożenie ze sobą worka pieniędzy. Najpierw jednak trzeba ten worek zdobyć…

 

 

wymiana

Dolary i inne dewizy bezwzględnie najbardziej opłaca się wymienić na lotnisku zaraz po przylocie. Paradoksalnie kurs jest tam najlepszy, nie ma ograniczeń co do ilości, więc dobrze jest wymienić gotówkę na zapas. Potrwa to trochę i nie obejdzie się bez problemów, ale warto, bo potem może być tylko gorzej…

Wydawałoby się, nic prostszego – wymienić w Azji pieniądze. I tu jesteśmy w błędzie, być może w Azji tak, ale nie w Indonezji. Srodze rozczarują się ci, którzy przywykli wymieniać dolary i inne waluty w podejrzanych spelunach na indyjskich bazarach. Tu nie ma miejsca na celebrę i namaszczenie, z jakim liczyło się paczki przeszytych zardzewiałymi zszywkami banknotów z dziurą w twarzy Gandhiego, zdobyte po trwających godziny targach o kurs, przy kolejnych szklankach herbaty serwowanych przez sprzedawców dywanów i handlarzy fałszowaną biżuterią. Na nic zdadzą się doświadczenia zdobyte przy liczeniu , i   jeździli na rozklekotanym motorze z zaprzyjaźnionym sprzedawcą ananasów po zaułkach Mandalay szukając cinkciarzy, czy też odbierali paczki z bahtami w prowadzonej przez weterana Kuomintangu, chińskiej knajpce w Mae Hong Son. Opcje w Indonezji są mocno ograniczone. Bardzo mocno ograniczone. A wymienić trzeba, bo im dalej od zatłoczonych centrów turystycznych Kuty, Dżogdży i Dżakarty, tym mniejszą wartość jako środek płatniczy mają dolary, zwłaszcza te w mniejszych od pięćdziesiątki nominałach. Jedno jest niezmienne tak, jak w Tajlandii, Indiach, Birmie, czy też Pakistanie wynalazki ostatnich lat w postaci euro, nie cieszą się póki co zbytnim uznaniem. Azja jest strefą dolara i zapewne nią pozostanie.

Niewiele chyba innych krajów poza Indonezją, ma równie absurdalne przepisy dotyczące walut obcych. A nawet jeśli, to w niewielu z nich przestrzegane są one z równie maniakalną konsekwencją. Mieliśmy okazję przekonać się o tym wielokrotnie. Najbardziej spektakularny chyba przypadek miał miejsce właśnie na Papui, kiedy to w banku w samym centrum Kota Biak, usłyszeliśmy od jedynego posługującego się angielskim pracownika banku (ale za to angielskim żywcem wyjętym z orędzia amerykańskich prezydentów) wypowiedziane drżącym głosem pamiętne zdanie: „We, people of Biak do not need your Z series dollars.” I rzeczywiście, żaden z mieszkańców wyspy Biak mimo naszych próśb i błagań nie potrzebował naszych studolarówek , nawet po części tak bardzo jak my potrzebowaliśmy kilku milionów rupii, by zapłacić za hotel i bilety na samolot. Mieliśmy garść szeleszczących, studolarowych banknotów, które były całkowicie bezwartościowe jako środek płatniczy, gdyż:

– dwa były z serii Z, o której wypowiadano się z wyraźną odrazą, co całkowicie dyskwalifikowało je jako środek płatniczy

– dwa kolejne miały delikatne ślady składania, które wyraźnie pogłębiły się w trakcie wnikliwych oględzin przez pracowników banku wszystkich szczebli, co w konsekwencji, na poziomie szczebla najwyższego, czyli dyrektora oddziału, uczyniło je całkowicie bezwartościowymi

– jeden był z serii F wydanej w 2003 roku, a przecież powszechnie wiadomo, że takie do niczego się nie nadają

– dwa, wzbudzające niezwykłe rozbawienie i przekazywane jako wyjątkowe kuriozum, miały (o, zgrozo!) małe wizerunki Benjamina Franklina i pochodziły z zamierzchłych czasów, bowiem, aż z roku 1997, co poważnie poddawało w wątpliwość ich autentyczność (podobnie zresztą jak trzech kolejnych, wydanych przed rokiem 2003).Niestety te reguły są przestrzegane przez wszystkie banki. Z perspektywy czasu historia jest całkiem zabawna, ale nam nie było wtedy do śmiechu – uratował nas jedyny podówczas w Kota Biak bankomat, który zaakceptował kartę Maestro naszego kolegi (naszych Visa Electron nie chciał)… O bankomatach piszemy jeszcze trochę niżej, bo to odrębna historia…

Kolejny problem stanowi fakt, że nie wszystkie banki wymieniają waluty, a te które się tym zajmują mają często dzienne limity wymiany na jednego cudzoziemca (zwłaszcza  banki na prowincji) – oznacza to, że na przestrzeni jednego dnia bankowego, posługując się jednym paszportem, można wymienić na przykład tylko 1000 dolarów. Oczywiście można obejść wszystkie banki w mieście, ale procedura liczenia, sprawdzania banknotów trwa z reguły na tyle długo, że na wymianę, dajmy na to 10 000 dolarów potrzeba byłoby ze dwóch dni (chyba, że ma się odrobinę szczęścia i w drugim z kolei banku, w kolejce trafi się na rekina miejscowej finansjery, który z radością kupi od nas wyższą kwotę, po oficjalnym kursie, omijając przepisy bankowe. Tu oczywiście radzimy uważać, nie wszyscy mogą bowiem być równie uczciwi, jak miły pan napotkany w banku BNI w Jayapurze latem 2009, którego niniejszym pozdrawiamy).

Alternatywą pozostają kantory, te jednak są nieliczne i na ogół występują w miejscach mocno turystycznych. W tego typu przybytkach należy mieć się szczególnie na baczności, bowiem pracownicy wielu z nich są wysokiej klasy iluzjonistami, przy których David Copperfield mógłby uchodzić za nieudolnego, jarmarcznego kuglarza. To, w jaki sposób po trzykrotnym przeliczeniu przez obie strony sterty rupii, kantorowcy potrafią zniknąć i to całkowicie niezauważenie jedną trzecią banknotów,  pozostanie dla nas tajemnicą. Badania terenowe przeprowadzone w kilku kantorach Kuty wzdłuż Jl. Legian nie dały odpowiedzi na to pytanie. W pewnym momencie, po przeliczeniu niezmiennie  znikała część banknotów (wtedy straszyliśmy wezwaniem policji i natychmiast zwracano nam z powrotem nasze dolary, nigdy rupie). Koniec końców pieniądze udało nam się wymienić w siódmym z kolei kantorze. Znamienne jest to, że już na progu jego pracownik powiedział nam szczerze, że ma niższy kurs ale przynajmniej nie kradnie. I rzeczywiście nie ukradł. Na wszelki wypadek sprawdzaliśmy pięć razy. Generalnie cechą szemranych kantorów jest nad podziw dobry kurs (aktualny kurs podajemy na dole tej strony, można też sprawdzić go na stronach banku np. BCA).Tak czy inaczej, poza miejscami bardzo turystycznymi kantorów nie ma, a niestety w kwestii wymiany gotówki,  rzadko kiedy można liczyć  na pomoc osób reprezentujących profesje, tradycyjnie zaangażowane w nielegalne procedery, czyli kierowców riksz, taksówek, barmanów i portierów, tudzież recepcjonistów. W takiej sytuacji pozostaje tylko bankomat…

…ATM czyli magiczna ściana

W świetle powyższych informacji wyjmowanie pieniędzy z bankomatów wydawałoby się być najwygodniejszym sposobem na bezpieczne pozyskanie lokalnych środków płatniczych. Kurs jest korzystny, bo unika się strat na kolejnych wymianach pieniędzy, a jeśli dysponuje się kartą banku, który nie pobiera haraczu za wyciąganie pieniędzy z bankomatów za granicą – transakcje bankomatowe są nawet o 2-3% bardziej opłacalne niż dwustopniowa wymiana PLN/USD/IDR. Byłoby jednak zbyt pięknie, gdyby udało się za pomocą zwykłej karty rozwiązać sprawę… Pojawiają się problemy:

Po pierwsze – bankomaty są powszechne tylko w większych miastach, na prowincji nie ma ich wcale, a nawet jeśli uda nam się jakiś po długich poszukiwaniach odnaleźć, nie musi on akceptować zagranicznych kart (i często tego nie robi). W Papui bankomaty sukcesywnie się pojawiają (są w Jayapurze, Sentani, Wamenie, Kota Biak, Fakfak, Timice, Merauke, Sorongu i Manokwari) – tam, gdzie nie ma stałych dostaw prądu trzeba uważać na „blackouts” – niestety może się zdarzyć, że bankomant zgaśnie z naszą kartą w środku, co oznacza w praktyce jej utratę.

Po drugie – bankomaty mają limit kwot wypłat ustawiony na śmiesznym poziomie – najniższy na jaki udało nam się to 500 000 IDR (podówczas była to równowartości 45 USD), najwyższy to 3 miliony IDR (około 300 USD to już całkiem nieźle, zwłaszcza, że ten limit wiąże się już raczej z przepustowością szczeliny do wyciągania banknotów), regułą jest 1,25-2 miliony IDR. Biorąc pod uwagę te kwoty, łatwo obliczyć, że wyciągnięcie np. 50 milionów rupii może trochę potrwać – w skrajnych wypadkach trwa nawet kilka dni – na dwie karty (dzięki temu dowiedzieliśmy się, o limicie liczby transakcji bankomatowych w naszym banku, wynoszącym domyślnie 3 – żeby było śmieszniej, limit zeruje się o północy polskiego czasu).

Rady na koniec…

Podsumowując – warto mieć ze sobą karty bankomatowe (im więcej różnych tym lepiej), hasła umożliwiające wykonywanie przelewów z konta na konto (w razie czego możemy odblokować środki w momencie zniszczenia, zgubienia lub kradzieży jednej z kart). Przed wyjazdem dobrze upewnić się, jaki jest limit dzienny transakcji bankomatowych (liczba i kwota) i czy nasz bank pobiera prowizję od wyjmowania pieniędzy za granicą, a jeśli to w jakiej wysokości.

Oprócz kart należy mieć też gotówkę, raczej w dolarach niż euro, ale ta musi być w banknotach w idealnym stanie, o dużych nominałach, nowych emisji najlepiej po 2004 (albo nawet po 2007 roku). Tę gotówkę najlepiej wymienić na lotnisku, na wszelki wypadek sprawdzając wcześniej w internecie aktualny kurs rupii. Po każdej wymianie, należy bezwzględnie przeliczyć na spokojnie czy zgadza się kwota, nawet jeśli ma to chwilę potrwać.

Rozwiązanie problemu bezpiecznego schowania kilkunastu paczek banknotów pozostawiamy Waszej inwencji…

Aktualny kurs rupii indonezyjskiej wg. serwisu fx-rate.net: