Po trzech latach powstanowiliśmy wrócić do Papui – tym razem w towarzystwie naszego przyjaciela Tomka Madeja, pracownika Muzeum Azji i Pacyfiku, kuratora wystawy planowanej na przyszły rok wystawy poświęconej plemieniu Korowai. Mamy ambitny plan pokonania dawnego szlaku wymiany handlowej z terenów plemienia Una na tereny Korowajów. Tym szlakiem na bagniste niziny południa wyspy trafiały przez setki lat kamienne narzędzia.

SONY DSC

Wyprawa planowana jest na trzy tygodnie, na przełomie lipca i sierpnia tego roku. Przygotowujemy się do niej od kilku lat, mamy opracowaną trasę, pełną logistykę, mamy wsparcie i patronat Muzeum i Pacyfiku, patronat nad wyprawą obejmie Oddział Polski The Explorers Club, ale niestety brakuje nam funduszy na realizacje wyprawy – zwłaszcza pokrycie kosztów transportu i dostania się do jednego z najbardziej odizolowanych miejsc na naszej planecie. Dlatego postanowiliśmy zgłosić wyprawę do plebiscytu Miej Odwagę – memoriału Piotra Morawskiego i, dzięŻi Waszemu wsparciu jesteśmy w finale!!!. Kamienne siekiery, uczta z owadów i tatuaż.

finalisciMO5 2

Bardzo serdecznie dziękujemy za Wasze głosy!!!

O naszym planie

Plan tej wyprawy zrodził się w 2009 roku. łaziłem po bazarze w Dekai, próbując zabić czas i przy okazji znależć jakiś w miarę przyzwoity Makasan Padang, oferujący coś wiecej niż wyschnięte na słońcu pieczone ryby i chińskie zupki. Następnego dnia o świcie mieliśmy płynąć do Mabul. Czekał nas cały dzień w łodzi, w lepkim, wilgotnym upale, przy monotonnym ryku silnika, rozum nakazywał więc by się wyspać. Jednakże wizja hotelu (może nieco górnolotnie nazwanego hotelem) tudzież leżenia na wznak w ciemnym, wilgotnym pokoju, śmierdzącym potem poprzedników i grzybem porastającym ściany, nie była zbyt pociągająca. Oczekiwanie na prąd który poruszy zwisające smutno śmigło wentylatora, zwłaszcza kiedy  dowiadujesz się, że samolot którym leciałeś  przed kilkoma godzinami, roztrzaskał się w drodze powrotnej gdzieś w górach. Zdecydowanie nie były to okoliczności sprzyjające odpoczynkowi. Więc się snułem. I dzięki temu poznałem Daniela, z ludu Una. Prawdziwego pigmeja. Chodząc się między barakami z prefabrykatów i straganami z chińskim śmieciem prowadzonymi przez transmigrantów z Celebesu, w pewnym momencie zwróciłem uwagę, że kilka kroków za mną podąża mały człowiek. Wyróżniał się w tłumie dosyć potężnie zbudowanych, wysokich Momuna o ostrych rysach, widac było że nie pochodzi z okolicy Dekai, tylko gdzies z gór przy wschodniej granicy. Mieszkańcy gór nie grzeszą wysokim wzrostem, mężczyzna mierzący półtora metra wzrostu może uchodzić za postawnego, ale ten człowiek sięgał mi nieco poniżej ramienia. O papuaskich pigmejach, zamieszkujacych kilka dolin wokół masywów Puncak Madala i Puncak Yamin, słynnych jako kamieniarze opowiadał nam kiedyć Isak, nasz przyjaciel z Wameny. Ponieważ zdarzało mu się puszczać wodze fantazji i opowiadał nam o bardzo różnych rzeczach, tę opowieść potraktowaliśmy jako kolejną anegdotę. Tymczasem okaząło się, że jest jak najbardziej prawdziwa – Daniel, jak przedstawił się mały człowiek, kiedy postanowiłem do niego zagadnąć, pochodził właśnie z wioski w rejonie Langda.

SONY DSC

Rozmawialiśmy ze dwie godziny dziwaczną mieszanką angielskiego i bahasa – dowiedziałem się, że kamieniołomy nadal funkcjonują, a wioskach wciąż jest sporo ludzi, którzy utrzymują się z wyrobu narzędzi z kamienia. Poznałem nazwy wsi, realne odległości między kamieniołomami. Udało się wstępnie zaplanować trasę. Obiecałem, że kiedyś tam przyjadę. Jako, że czas w Papui jest pojęciem względnym, jeżeli ktoś cię zaprosi do siebie, ale wpadniesz do niego dopiero po kilku latach, nie będzie to dziwne. Wielkorotnie przekonaliśmy się, że Papuasi pamiętają obietnice i pewnie ktoś w tych wioskach na nas czeka. Los sprawił, że dopiero po 6 latach mamy okazję zrealizować plan naskrobany na kartce w ponurej spelunie w Dekai, indonezyjskiej osadzie zbudowanej w samym środku dżungli. W tym czasie udało się nam dotrzec wgłąb terytorium Korowajów – w lutym 2011 roku spędziliśmy blisko dwa tygodnie na terenach Korowai Batu z ekipa filmową Krystiana Matyska, organizując plan zdjęciowy. Poznaliśmy Korowajów z bardziej odizolowanej, północnej części terytorium, dowiedzieliśmy się, że kamienne narzędzia używane w tamtym rejonie pochodzą właśnie z okolicy Langda. Stąd pomysł, żeby ruszyć dawnym szlakiem wymiany i przemierzyć tereny trzech plemion Una, Kopka i Korowaj – zwłaszcza, że i tak planowaliśmy jeszcze jedną wyprawę do Korowajów, by uzupełnić materiały i kolekcję do wystawy.

 

Cele wyprawy

Kamienne siekiery

Kamieniołomy w rejonie Langda, na terenach plemienia pigmejów Una, to jedno z ostatnich miejsc na Nowej Gwinei, gdzie po dziś dzień wyrabia się kamienne narzędzia użytkowe, ostrza adze, siekier i tłuczki do sago. Stąd kamienie docierały na pólnoc, na tereny Yali, Kimyal, Nipsan i dalej w stronę Wielkiej Doliny, ale też na bagna południa wyspy, przez tereny Kopka, Korowai do Asmatów Citak i dalej, do samego wybrzeża Morza Arafura. W drugą stronę wędrowało sago, mocne drewno na drzewce łuków oraz muszle i pióra papug, żyjących w nizinnym lesie deszczowym. Istniały stałe szlaki wymiany, z objętymi tabu miejscami na pograniczu terenów plemiennych i klanowych. Tam odbywał się  handel wymienny, odwieczni wrogowie stawali się na chwilę partnerami – od wymiany uzależniona była bowiem  egzystencja. Im bliżej morza tym bardziej deficytowym towarem stawały się kamienie. Płaska zalana przez większą część czasu równina ciągnie się dziesiątkami kilometrów. Przy odrobinie szczęścia, po silnej fali powodzi kamienie można znaleźć w korytach rzek kilkanascie kilometrów od podnóża gór, są to na ogół zwykłe otoczaki, nadające się co najwyżej do pieczenia w piecu ziemnym, lub wykładania paleniska. Skała jest zbyt krucha by zrobić z niej przyzwoite, wytrzymałe ostrze lub tłuczek.

Wyrobiska z dobrym kamieniem były w górach, na terenach obcych, oddalonych o kilka dni forsownego marszu przez dżunglę i ziemie wrogich klanów. Kamienie wędrowały szlakami, z każdą wymianą i z każdym dniem drogi zyskując na wartości. Z kolei im dalej w głąb lądu tym większą wartość miały muszelki kauri i konchy.

Ta wymiana trwa nadal, chociaz już nie na taką skalę jak dawniej, nie towarzyszy jej też już tak zrytualizowana oprawa. Stalowe parangi i siekiery powoli wypierają tradycyjne narzędzia, ale w głębi terytorium Korowajów wciąż funkcjonują grupy, dla których kamienne adze jest domyślnym narzędziem do ścinania palm sagowych. Nie ma się co jednak oszukiwać – w ciągu kilku, może kilkunastu najbliższych lat wymiana i związane z nią ceremonie odejda w niepamięć, umrą też ostatni mistrzowie umiejący łupać i obrabiać kamienie. Dlatego chcemy pojechać tam teraz – uchwycić ostatnie chwile.

Naszym celem jest pokonanie trasy z terenów Una, przez kamieniołomy w rejonie Langda do przedgórza na pólnocnych krańcach terenów Korowai, przy granicy z ludem Kopka. Po drodze chcemy udokumentować obrzędy związane z obrabianiem kamieni i wyrobem siekier, przeprowadzić wywiady z ostatnimi kamieniarzami. Dzięki kontaktowi z synem szefa jednej z wiosek, wiemy, że zostaniemy przyjęci i dopuszczeni do miejsc, w których od setek lat pozyskuje się kamień. Na terenach Kopka zmienimy ekipę tragarzy i ruszymy na trawers terenów Korowajów. Wiemy, że po trzech dotychczasowych wyprawach w ten rejon i kontaktach nawiązanych z szefami klanów, będziemy mogli przejść przez środek terytorium, a nie poruszać się wzdłuż dużych rzek.

Entomofagia – czyli uczta z owadów

Dla Korowajów, podobnie zresztą jak dla większości plemion zamieszkujących nizinny las deszczowy południa Nowej Gwinei, owady stanowią jedno z głównych źródeł białka zwierzęcego. Warunki nie pozwalają na hodowlę świń, polowanie na kazuary i dzikie świnie jest niebezpieczne, innych dzikich zwierząt praktycznie nie ma. Tymczasem owadów jest w bród. Szarańcze, świerszcze, czy wreszcie larwy chrząszczy i motyli stanowią integralną część diety. Korowajowie prowadzą kontrolowaną hodowlę ryjkowców Rhynchophorus ferrugineus, których niezwykle pożywne larwy żerują w miąższu palm sagowych. W trakcie naszych poprzednich trzech wypraw do Korowajów w latach 2006-2011 byliśmy wielokrotnie świadkami zbierania i przygotowywania larw chrząszczy. Teraz, podczas trawersu terytorium Korowajów pragniemy zgromadzić dokumentację dotyczącą praktykowania przez Korowajów entomofagii, spisać wywiady, nazwy i spróbować zidentyfikować gatunki owadów jedzonych przez to plemię. Dokumentacja wraz ze zbiórem eksponatów, będzie częścią planowanej na 2016 rok wystawy przekrojowej w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, poświęconej plemieniu Korowai.

 SONY DSC

 

Tatuaż

Korowajowie są jednym z ostatnich w Papui Zachodniej ludów, u których tradycja ozdabiania ciała bliznami i tatuażem jest wciąż żywa. Tradycyjne techniki wykonywania tatuażu przy pomocy pigmentu z pasty z wegla drzewnego, są wypierane przez zdobycze cywilizacji w postaci elektrolitu do baterii. W tym roku dołaczy do nas Tomek Madej, etnograf, kustosz MAiP i specjalista od tatuażu etnicznego – Tomek zajmie się dokumentacją technik tatuażu, skaryfikacji i towarzyszących im ceremonii.

SONY DSC

 

W zależności od warunków pogodowych i transportowych (czyli poziomu wody w dzungli i rzekach) wyprawę zakończymy po niespełna trzech tygodniach na terenach Asmat lub Marind Anim.